— 2 —

nim pójść, zwłaszcza że byłem jak zwykle starannie ubrany. Weszliśmy od razu do wielkiego salonu, który znajdował się na parterze. Zastaliśmy tu liczne dobrane towarzystwo; klawikord stał na środku pokoju; po krótkiej chwili siadła przy nim jedyna córka gospodarzy i poczęła grać z wdziękiem i niepospolitą biegłością. Stanąłem z drugiej strony klawikordu, pragnąc z bliska jej się przyjrzeć i wyrobić sobie o niej zdanie; miała coś dziecięcego w sposobie bycia; ruchy jej w czasie gry były swobodne i lekkie. Patrzyliśmy sobie w oczy i nie przeczę, że odczułem ujmujący jej urok."

 

Jeden z jego frankfurckich znajomych, malarz Kraus, tak pisze o poecie do wspólnego ich przyjaciela Bertucha. "Goethe jest teraz wesół i pogodny w towarzystwie, uczęszcza na bale i tańczy jak szaleniec."

 

Po jednej z takich szczęśliwych chwil, kiedy mu się zdawało, że wreszcie znalazł istotę, z którą złączy swe losy na zawsze, Goethe pisze do Herderów ..Wygląda na to, jak gdyby nici, na których zawisł mój los, a które już od tak dawna kręcą się i plączą, w końcu się zaplotły w węzeł."

← poprzednia strona
powrót
następna strona →