— 14 —
wolność - i obudziłem się. Przeklęty sak tkwił mi wciąż w głowie. Naglem pomyślał, że Cię więcej nie zobaczę (gdyż sam to postanowiłem i jestem nadal niemal na to zdecydowany), i czułem się przez chwilę, jakbym nie dał czartowi sześciu fenigów, by wykupić moją małą z jego pazurów, w końcu owładnął mną taki paroksyzm gorączki, że mi się aż w głowie mąciło. Rozwaliłem łóżko, pogryzłem w strzępy chustkę do nosa i spałem do ósmej na ruinach mego wspaniałego posłania. Jakbym był na uczcie katów, niech to porwą czarci! Wszystko to byłoby do zniesienia, gdyby nie te sztuczki kuglarskie, przy pomocy których - Ona mogła się w moim imieniu z Mistrzem ugodzić. Pamiętaj, Behrischu, pomścij mnie i siebie. Chcę być rozsądny, to znaczy wobec jej amanta zachować zimną krew, muszę powiększyć mój zbiór pistoletów o nowy nabytek. Bo dąsy i lamenty na nic się nie zdadzą. Ona tak potrafi człowiekowi zamknąć usta tymi swoimi sposobikami - znasz je, prawda? - że oskarżyciel staje przed nią jak półgłówek. Powtórz jej też to, coś mi wczoraj powiedział, i wręcz jej oznajmij, że udaje zarówno miłość do mnie, jak przyjaźń do Ciebie. Wścieknie się wtedy, bo ona wie, jakie Ty masz nade mną tonum persuadendi. A propos, kiedy się