— 19 —

wiadomość, że Aneta z matką jest w Komedii. Wtedy właśnie dostałem dreszczy i gorączki i na tę wieść wszystka krew we mnie zawrzała. Ach! W Komedii! Wiedząc, że w tym czasie jej ukochany jest chory! Boże! To było okrutne, ale przebaczyłem jej. Nie wiedziałem, jaka szła sztuka. Jakże to? Więc ona będzie z nimi w Komedii? Z nimi! To mi nie dawało spokoju! Muszę wiedzieć. Ubieram się i pędzc jak wariat do Komedii. Biorę bilet na galerię. Idę na górę. Ach! Nowy cios. Mam słaby wzrok i nie dostrzegam widzów w lożach. Myślałem, że się wścieknę, chciałem biec do domu, przynieść swoją lornetkę. Jakiś nicpoń, który siedział obok, wyrwał mnie z tego zamętu, spostrzegłszy bowiem, że ma dwie lornetki, poprosiłem go uprzejmie, by mi użyczył jednej. Uczynił to. Spojrzałem w dół i znalazłem jej lożę. Och, Behrischu...

 

Znalazłem jej lożę. Siedziała w kącie, obok niej jakaś mała dziewczynka, Bóg wie kto, potem Piotr lr', a dalej matka. Ale teraz! W tyle, za jej fotelem, pan Ryden pochylając się nad nią poufale. Ha! Przedstaw sobie mnie! Przedstaw sobie mnie! Na galerii! Z lornetką, jak patrzę na to! Przekleństwo! Behrischu, myślałem, że głowa mi pęknie z

← poprzednia strona
powrót
następna strona →