— 22 —
kartki tego wieczora. Mam jeszcze wiele do powiedzenia.
Jak spędzę tę noc? Ciarki mnie przechodzą na samą myśl o tym. Co uczynię jutro? Już wiem. Będę spokojny, dopóki nie wejdę w jej dom. Wtedy serce zacznie mi walić, a kiedy usłyszę jej kroki albo jej głos, jeszcze mocniej będzie się tłuc w piersi i po obiedzie odejdę. A kiedy ją ujrzę, łzy mi napłyną do oczu i pomyślę: oby Ci Bóg przebaczył, jak ja Ci przebaczam, niechaj podaruje Ci wszystkie te lata, któreś zrabowała z mego życia. Tak będę myślał, spojrzę na nią i będę się cieszył, że mogłem niemal uwierzyć, że mnie kocha. I znów odejdę. Tak będzie jutro, pojutrze i zawsze.
Pomyśl, Behrischu, oglądałem z nią kiedyś Sarę. Jakże inaczej niż dziś, przecież to były te same sceny, ci sami aktorzy, a dziś nie mogłem tego znieść. Ach! Wszelka radość leży w nas samych. Jesteśmy swoimi własnymi diabłami, sami wypędzamy się z naszego raju.
Znów usnąłem, jestem bardzo zmęczony. Co będzie jutro? Mąci mi się w mojej biednej głowie. Jutro