— 43 —
zajść w mym sercu, że mogę przyjmować bezradośnie to, co by mnie niegdyś wzniosło pod niebiosa. Proszę mi wybaczyć! Czyż można winić nieszczęśliwego za to, że nie umie się cieszyć? Nieszczęście uczyniło mnie otępiałym również na dobro, które mnie jeszcze może spotkać. Ciało powróciło do zdrowia, ale dusza jeszcze nie uleczona, trwam w cichej, spokojnej bezczynności, ale nie znaczy to, że jestem szczęśliwy. I w tym zobojętnieniu wyobraźnia moja tak zastygła, że nie umiem sobie nawet uzmysłowić, co było dla mnie niegdyś najdroższe. Tylko we śnie ukazuje mi się niekiedy moje serce takim, jakim jest w istocie, tylko sen zdolny jest przywołać na powrót te urocze obrazy, przywołać je tak, że moje uczucie staje się znów żywe; zresztą już Pani powiedziałem, sen sprawił, że napisałem ten list. Widziałem Panią, byłem u Niej jak niegdyś; to zbyt dziwne, żeby móc opowiedzieć. Słowem, była Pani zamężna. Czy to prawda? Wziąłem Pani drogi list, daty się zgadzały 32; jeśli to prawda, oby było to początkiem Pani szczęścia.
Kiedy myślę o tym bez samolubstwa, jakże mnie cieszy, że Panią, moja najlepsza przyjaciółko,