— 9 —

 

DO ERNESTA WOLFGANGA BEHRISCHA

 

8 paźdz. 1766, Przy biurku mojej maleńkiej

 

Wyszła, mój kochany, mój dobry Behrischu, poszła z matką do Komedii, z matką i swoim przyszłym, który stara się jej przypodobać wabiąc tysiącem rozrywek. To zabawne przyglądać się, jak ktoś wprost staje na głowie, żeby się podobać, zawsze pełen pomysłów, zawsze w pogotowiu, a mimo to bez najmniejszego powodzenia - widzieć, jak ktoś, kto za każdego całusa chętnie wpłacałby po dwa luidory na ubogich, nie otrzymuje ani jednego, gdy ja tymczasem siedzę sobie cicho w kącie, uchodzę w oczach innych za matołka, co nie ma pojęcia o życiu, i choć nie jestem wobec ukochanej galantem ani nie szepczę jej słodkich słówek, otrzymuję dary, po które tamten gnałby do Rzymu. Kiedy odchodziła, chciałem też wyjść, lecz pragnąc mnie zatrzymać, dała mi klucz od swego biurka i pozwoliła mi tam gospodarować i pisać, co tylko zechcę. "Proszę tu pozostać, aż wrócę - powiedziała - ma pan zawsze jakieś głupstwa w głowie, wierszem czy prozą, niechże więc pan je rzuci na papier, gdy będziesz miał

← poprzednia strona
powrót
następna strona →