— 12 —

wie, że był nim... jest z nią...

 

I cóż to za nędzna istota z tego Alberta! Nawet gdyby to był oryginalny, zgoła nie kopiowany portret, niemniej posiada pewne rysy prototypu (wprawdzie tylko zewnętrzne i Bogu niech będą dzięki, że tylko zewnętrzne), na tyle jednak wyraźne, by łatwo można było wpaść na osobę prawdziwą. I jeśli Pan go takim mieć pragnąłeś, musiałeś z niego zrobić takiego bałwana, abyś mógł z dumą podejść do niego i rzec: «Spojrzcie, jaki ze mnie mężczyzna!»"

 

Goethe ciężko przeżył to nad wyraz przykre nieporozumienie z przyjacielem i kobietą, którą kochał. Śle przepraszające listy, wyjaśnienia, prośby o wybaczenie za swą niezawinioną winę. Tłumaczy, że inna jest prawda życia, inne zaś prawa sztuki. Pisze do Kestnera: "Jeśli jeszcze żyję, Tyś jest tym, któremu to zawdzięczam." Na jedno tylko zgodzić się nie może, by zmienić choć jedno słowo w Werterze.

 

Jednak mimo starań i usiłowań ze strony poety nigdy już nie powróciła dawna serdeczna przyjaźń i

← poprzednia strona
powrót
następna strona →