— 17 —

serdeczny, jednak całe jego zachowanie cechowała dworska sztuczność, nie było w nim odrobiny serdeczności. Bywały chwile, że mnie to aż bolało. Jego pokoje są ponure, urządzone z przepychem, tu i ówdzie stoją wazy, ściany udekorowane rysunkami, choć wedle mojego mniemania, poza wspomnianym już przeze mnie szkicem nie ma tam nic szczególnego. Syn, który czynił honory domu, wydaje się dość przeciętnym człowiekiem... Był nad wyraz grzeczny wobec matki, poprowadził ją do ogrodu, dokąd myśmy się też udali. Nic niezwykłego, ale wejście wspaniałe... stoją tam również popiersia Goethego i jego żony, o której słyszeliśmy tak straszne rzeczy, że nie chcę plamić tym papieru. Bogu dzięki, że umarła, a jednak nie uwierzysz - Goethe czci ze wzruszeniem jej pamięć. Kiedyśmy wszystko już obejrzeli, odjechaliśmy sami do domu, gdyż on się usprawiedliwił, że nie może wychodzić i że nawet wymówił się u dworu."

 

Było to ostatnie ich spotkanie.

 

 

DO JANA KRYSTIANA KESTNERA

 

← poprzednia strona
powrót
następna strona →