— 26 —
rankiem
Jeszcze noc, drogi Kestnerze, kiedym wstał, by przy świetle poranka znów pisać o tym, co przywołuje miłe wspomnienia minionego czasu.
Kazałem sobie przyrządzić kawę, by uczcić święto, i chcę pisać aż do świtu. Strażnik na wieży odtrąbił swą pieśń i przebudził mnie. Bądź pochwalony, Jezu Chryste! Lubię tę porę roku, lubię pieśni, które się wtedy śpiewa; nawet zimno sprawia mi radość. Miałem wczoraj wspaniały dzień, bałem się o dzisiejszy, ale że się dobrze zaczął, nie lękam się o jego zakończenie. Już wczoraj w nocy przyrzekłem moim dwu drogim sylwetkom, że do Was napiszę, unosicie się nad moim łóżkiem jak anioły boże.
Zaraz po przyjeździe wyjąłem sylwetkę Lotty. Kiedym był w Darmstadzie, wisiała nad łóżkiem, patrzę, a portret Lotty jest w głowach, ucieszyłem się, Lenka wisi teraz po drugiej stronie, dziękuję Ci za ten drogi obrazek, bardziej przypomina to, coś o niej napisał, niż wszystko, com mógł sobie imaginować; tak już jest z nami, gdy odgadujemy,