— 28 —

kazałem sobie podać ołówek i papier i z radością, na gorąco, rysowałem obraz zmierzchu, jakim go widziałem w duszy. Wszystkim się bardzo spodobał, wtedym dopiero uzyskał pewność i zaproponowałem im, żeby zagrali o niego w kości; nie zgodzili się, chcą, abym posłał obrazek Merckowi u. Teraz wisi na ścianie i dziś cieszy mnie tak jak wczoraj. Spędziliśmy razem piękny wieczór, niczym ludzie, których obdarzono wielkim szczęściem; usnąłem dziękując niebu, które sprawiło nam taką radość, jak dzieciom Gwiazdka. Kiedym szedł Rynkiem i patrzyłem na rozliczne światła i zabawki, myślałem o Was i o moich chłopcach, jak do nich przyjdziecie niczym niebiańscy posłowie z błękitną Ewangelią i jak ich serca z tej otwartej księgi będziecie budować. Gdybym mógł z Wami być, pragnąłbym takie święto uczcić płonącymi świecami, żeby dziecięce główki ozłocił odblask wspaniałego nieba.

 

Stróże nocni wracają od burmistrza i pobrzękują kluczami. Pierwsza szarość dnia spływa do mnie znad sąsiedniego domu, a dzwony zwołują gminę chrześcijańską. Tu na górze w mojej izdebce czuję się uwznioślony, w izdebce, która od dawna nie była

← poprzednia strona
powrót
następna strona →