— 2 —

rozżaleniem i gniewem, wszystkie własnoręcznie spaliła po wyjeździe Goethego do Włoch. A on te listy, których przez tyle lat nazbierało się cale mnóstwo, pieczołowicie przechowywał i złożył u niej zapieczętowane w skrzyni, by je w czasie swej nieobecności zabezpieczyć przed ciekawością niepowołanych oczu.

 

Tak więc jest to korespondencja jednostronna, prawdę swych uczuć do Goethego, tajemnicę swej osobowości zabrała pani von Stein ze sobą do grobu. My możemy ją tylko oglądać oczami zakochanego poety, krępowanego w dodatku względami dyskrecji, obawą przed opinią, koniecznością lawirowania wśród przeszkód i raf, w jakie musiała obfitować miłość do kobiety zamężnej, matki kilkorga dzieci. Pamiętajmy, że była nadto damą dworu, a Goethe ministrem książęcym, tak więc z racji życiowej i społecznej pozycji poddani byli oboje surowym prawom tradycyjnej obyczajowości i dworskiej etykiety. Nie zapominajmy przy tym, że działo się to w osiemnastym wieku w małym niemieckim miasteczku, gdzie każdy krok, każdy gest, słowo nieopatrznie rzucone były od razu komentowane przez ciekawskich i plotkarzy. Wokół stosunku tych dwojga z biegiem czasu narosła cała

← poprzednia strona
powrót
następna strona →