— 10 —

"Najprzyjemniejsza okolica, ludzie, którzy mnie kochają, krąg radości! Czyżby nie było to spełnienie Twych marzeń dziecinnych? - zapytuję czasem sam siebie, gdy się rozglądam po tym horyzoncie szczęśliwości. Tak, tak, to one! Czuję to, drogi przyjacielu, i czuję też, że człowiek nawet o włos nie jest szczęśliwszy, gdy osiąga to, czego pragnie. Te przyprawy, te przyprawy, które nam los do każdej szczęśliwej chwili dosypuje!"

 

Nad tym pięciotygodniowym ostatnim pobytem w Sesenheim ciążył smutek bliskiego rozstania. Goethe łamał się w sobie przechodząc od nastrojów młodzieńczej beztroski i wesołości do melancholijnych zamyśleń.

 

Na pozór wszystko było jak dawniej. Poeta, jak zawsze, czyta swego ulubionego Homera w oryginale, prowadzi ożywione rozmowy z domownikami, wciąga ich w przeróżne gry i zabawy, muzykuje z Fryderyką, tańczy na sąsiedzkich balikach, słucha pieśni ludowych, pisze. Tylko Fryderyka, jakby w przeczuciu bliskiej utraty, zapada na zdrowiu, co dzień jest bledsza i smutniejsza. A i Goethemu pod wpływem tych przeżyć zaczyna się odnawiać dawna choroba.

← poprzednia strona
powrót
następna strona →