— 14 —
Sesenheim, podczas gdy inni kontynuowali podróż, i znalazłem tam całą rodzinę, tak jak ją opuściłem przed ośmiu laty. Przyjęto mnie nader przyjaźnie i życzliwie. Jestem teraz w nastroju czystym i cichym jak powietrze; więc też miła mi obecność dobrych, spokojnych ludzi. Druga córka tego domu kochała mnie niegdyś piękniej, aniżelim na to zasługiwał, i bardziej aniżeli inne, którem obdarzał wielką namiętnością i wiernością; musiałem ją w pewnym momencie opuścić, co niemal życiem przypłaciła. Teraz delikatnie ominęła tę sprawę i opowiedziała mi, co pozostało jej z choroby owych lat; czułem się tam dobrze, bo zachowywała się przy tym najmilej, okazała mi tyle serdecznej przyjaźni, i to od pierwszej chwili, kiedy nieoczekiwanie wpadliśmy na siebie twarzą w twarz, gdy tylko przestąpiłem próg, i omal nie zetknęliśmy się nosami. Muszę przyznać, że nie starała się żadną najdrobniejszą aluzją zbudzić w mej duszy dawnych uczuć. Zaprowadziła mnie do owej altany, siedziałem tam i tak było dobrze. Podziwialiśmy piękną pełnię księżyca. Rozpytywałem się o wszystko. Zawołano sąsiada, który nam kiedyś pomagał coś majstrować, i okazało się, że dopiero osiem dni temu pytał o mnie, przyszedł także cyrulik, odnalazłem stare