— 3 —

dolinie Renu, leżąca trochę na uboczu między Strasburgiem i Hagenau, o pięć mil drogi od Strasburga. Do gościnnego domu pastora wprowadził poetę jego kolega, student medycyny Fryderyk Leopold Weyland, daleki krewny pani Brion. Rodzina Brionów była liczna i choć z dziesięciorga dzieci pozostało przy życiu tylko pięcioro, dom rozbrzmiewał od rana do nocy młodymi głosami. Najstarsza siostra wyszła już za mąż, w oplecionej winem plebanii pozostały trzy panny, dwudziestojednoletnia Salomeą, osiemnastoletnia Fryderyka i czternastoletnia Zofia, wraz z małym siedmioletnim bratem Krystianem.

 

Fryderyka była smukłą, piękną blondynką o błękitnych, marzących oczach, jasnej cerze i delikatnych rysach twarzy; długie, bujne warkocze spadały jej na plecy, przydając całej postaci dziewczęcego wdzięku. Wątłego zdrowia, była jednak wesoła, żywa, skora do tańca i zabawy.

 

Lecz lepiej opisze ją sam poeta w Zmyśleniu i prawdzie:

 

"I rzeczywiście w tejże chwili ukazała się w drzwiach; zaiste na tym sielskim niebie zajaśniała

← poprzednia strona
powrót
następna strona →