— 6 —

się była przyjrzała przy pożegnaniu; zauważyłabyś, jak ciężko mi było rozstawać się i jak spieszno było Weylandowi, mimo iż w innych warunkach chętnie by u Was pozostał dłużej. Jego myśli biegły naprzód, moje wstecz, toteż rzecz naturalna, że nasz dyskurs nie mógł być ani głęboki, ani też interesujący.

 

Za Wanzenau zastanawialiśmy się, jak skrócić drogę, i zabłądziliśmy szczęśliwie wśród moczarów. Noc zapadła i na dobitkę deszcz, który wkrótce potem dość szczodrze nas uczęstował, rozpadał się w końcu na dobre, tak więc nie brakło niczego, by nas przekonać w całej pełni o miłości i wierności naszych księżniczek.

 

Przez całą drogę rolka z sylwetkami, którą z lęku, by jej nie zgubić, wciąż trzymałem w ręku, była mi talizmanem, w czarodziejski sposób odżegnującym wszelkie trudy podróży. I co jeszcze? O, nie mogę powiedzieć; albo Pani odgadnie, albo nie uwierzy. Wreszcie osiągnęliśmy cel podróży i pierwszą myślą, jaka nam zaświtała i jaka nas radowała już w drodze, było prędko ujrzeć Panią ponownie.

← poprzednia strona
powrót
następna strona →